Strona 1 z 1

Remont mieszkania bez urlopu – kto REALNIE pilnuje ekipy?

: 31 gru 2025, 9:56
autor: Irena Zajdel
Chciałabym podrzucić temat, który wraca jak bumerang u znajomych i klientów: czy da się zrobić remont mieszkania, nie biorąc urlopu i nie śpiąc na budowie?

Na forach budowlanych często widzę radę:
„Musisz być codziennie na miejscu, inaczej będzie dramat”.
Tylko co ma zrobić ktoś, kto:
  • pracuje na etacie 8–16 albo prowadzi firmę,
  • ma dzieci / obowiązki,
  • mieszka w innym mieście niż remontowane mieszkanie,
  • a jednocześnie boi się, że bez jego obecności ekipa „popłynie”?
Z doświadczenia widzę, że remont bardzo szybko zamienia się w drugi etat:
  • setki telefonów,
  • decyzje „na kolanie” (gdzie gniazdka, jakie płytki, co z progami),
  • przesuwane dostawy, poprawki, dogadywanie kilku ekip naraz.
Coraz częściej ludzie pytają nie tylko „jaką firmę wybrać”, ale kto ma to wszystko pilnować, jeśli oni normalnie pracują. W klasycznym modelu jest:
  • projektant wnętrz (od koncepcji i rysunków),
  • wykonawca (od robienia),
  • ale często brakuje kogoś, kto łączy obie strony – pilnuje terminów, kolejności prac, odbiorów, materiałów.
Dlatego powstały usługi typu koordynator remontu / koordynator wykończenia wnętrz – coś pomiędzy nadzorem, project managerem a „ogarniaczem logistycznym” po stronie inwestora.
Tutaj jest fajnie opisane, jak to działa na przykładzie mieszkania 50 m² i remontu bez urlopu:
👉 https://valent.pl/remont-mieszkania-bez-urlopu-kim-jest-koordynator-ktory-dopilnuje-za-ciebie/

I teraz moje pytania do Was (szczególnie tych, którzy mają już remont za sobą):
Czy braliście urlop na remont?
  • ile czasu faktycznie spędziliście na budowie,
  • czy to coś realnie zmieniło w jakości, czy raczej tylko w poziomie stresu?
Kto u Was „spinał” całość?
  • sami właściciele,
  • ktoś z rodziny „złota rączka”,
  • kierownik budowy / inspektor,
  • czy ktoś w stylu koordynatora remontu (płatna usługa)?
Przy dzisiejszych stawkach za robociznę i kosztach urlopu – jak to liczycie?
  • bardziej opłaca się „przeżyć” dwa tygodnie urlopu na budowie,
  • czy zapłacić komuś za ogarnięcie pilnowania ekip, materiałów, terminów?
Największe wtopy przez brak nadzoru albo przez nadzór „na czuja” – co Wam się przydarzyło?
  • źle położone płytki / gniazdka nie w tym miejscu,
  • poprawki po kilku miesiącach,
  • przeciągający się remont, bo nikt nie pilnował harmonogramu.
Jestem ciekawa, jak to wygląda w praktyce u osób spoza „branży”.
  • Czy widzielibyście sens w kimś, kto pilnuje remontu po Waszej stronie, gdy Wy jesteście w pracy?
  • Czy raczej uważacie, że „bez właściciela na miejscu nic dobrze nie wyjdzie”?
Może z tego wyjdzie praktyczna lista „co trzeba mieć ogarnięte”, żeby remont nie wymagał trzymania permanentnego posterunku na budowie. 😊