Strona 1 z 1

Problem z odległością budynków (2 m) a podział geodezyjny i współwłasność - jak to ugryźć?

: 27 lip 2026, 11:42
autor: viando
Na początek chciałem wszystkich serdecznie powitać.

Chciałbym opisać moją sytuację i poprosić o radę, bo utknąłem w martwym punkcie z nieruchomością. Poniżej wrzucam dokładniejsze szczegóły, bo bez nich obraz jest niepełny.

Aktualnie sprawa wygląda tak, że połowa działki została kiedyś przekazana w formie darowizny moim rodzicom i na tej połówce został wybudowany dom. W ramach spadku po rodzicach przejęliśmy tę część razem z bratem. Drugą połową działki oraz całą współwłasnością dzielę się obecnie z moimi dziadkami. Na terenie stoją dwa domy, a w jednym z nich mieszka mój brat (tym nowym, który został oddany do użytku w 2014 roku, a budowa rozpoczęła się w 1999 roku).

Historia zabudowy wygląda tak, że pierwszy budynek powstał około 1960 roku, a drugi powstał rzecz jasna później. Odległość między tymi dwoma budynkami to zaledwie około 2 metry. Dziadek mi tłumaczył, że taka bliskość i usytuowanie wynikają m.in. z dawnych przepisów i linii zabudowy, takich jak wymóg sporej odległości od ulicy z przodu działki, co drastycznie ograniczało wolną przestrzeń na budowę.

Warto też dodać, że w Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego na rok 1999, ten starszy budynek został opisany jako przeznaczony do rozbiórki. Co ciekawe, w pozwoleniu na użytkowanie tego nowego domu (z 2014 roku) w którym mieszka brat, nie ma absolutnie żadnego słowa ani nakazu rozbiórki innych nieruchomości na tej działce, wszystko przeszło wtedy legalnie.

Najbardziej martwi mnie brak możliwości podziału. Przy odległości 2 metrów między domami oraz przepisach p-poż i odległościach od granicy, fizyczny podział tej działki na dwie osobne geodezyjnie nieruchomości wydaje się niemożliwy. Co prawda geodeta, który z nami kiedyś współpracował powiedział, że w praktyce dałoby się to zrobić, ale prawdopodobnie urząd by to odrzucił. Dodatkowo boję się, co będzie po śmierci dziadków. Ich udziały wejdą w masę spadkową i rozdrobnią się na wujków i ciotkę, co może wywołać totalny chaos prawny. Nie chcę pozbywać się swoich udziałów, bo traktuję je jako zabezpieczenie dla siebie i brata, który samotnie mieszka na miejscu.

Jak to ugryźć? Czy ktoś z Was miał podobny pasztet z bliskością budynków, zapisami o rozbiórce w MPZP i współwłasnością ze starszym pokoleniem? Jakie macie pomysły, żeby to mądrze zabezpieczyć za życia dziadków?

Z góry dzięki za każdą wskazówkę!