no i historia zatoczyła koło - Ło jeeeeeezu !
Zanim przejdę do merytoryki (umówmy się, że będzie to w następnej odpowiedzi) to kilka słów emocjonalnych na temat metodologii i całej jej otoczki w kontekście ostatnich wypowiedzi:
Szanowny Panie JBZ - może jest pan autorytetem w dziedzinie fizyki budowli, ale czymś takim jak ekonomia czy uwarunkowania prawne rzeczywistości TU i TERAZ to chyba niezbyt się pan interesuje. Otóż certyfikację programem WUFI można sobie wsadzić między bajki. Abstrahując od jego możliwości (poczytałem sobie - mam nawet książkę z jego opisem), to jak sobie pan wyobraża cyt: 'Może nasz rząd wykupi go i certyfikatorzy będą za symboliczną opłatą korzystać z jego usług' ? Skoro licencja kosztuje 40 tys EUR, a sam pan szacuje ilość _potrzebnych_ certyfikatorów na kilka tysięcy (powiedzmy pięć, żeby się łatwo liczyło), to jak sobie Pan wyobraża 'wykupienie' licencji za 200 mln EUR ? Nawet jak uzyskało by się gigantyczny upust rzędu 90%, to wydanie 70 mln zł (20 mln EUR * 3,5 zł) bez przetargu (?) z pewnością nie ujdzie uwadze nikomu (ani prasie czy politykom, którzy zaczną snuć domysły 'kto za tym stoi i ile wziął' ani biznesowi (dlaczego nie dano zarobić polskim budowlańcom, informatykom i całej rzeszy pośredników, którzy też mogliby się 'załapać'). Dyskusja na długie miesiące i pierwsze strony gazet.
To było raz, dwa - może rzuci pan sobie okiem na stronę:
sei.ie/index.asp?locID=1177&docID=-1
oraz
sei.ie/uploadedfiles/InfoCentreBER/DEAP%20Workbook%20-%20v2.1.9_7jul08.xls
Jest to strona irlandzkiej agencji poszanowania energii, a arkusz jest cyt 'Irish official method for rating the energy performance of dwellings'. Jest on _bezpłatnie_ udostępniany. Podejrzewam, że został on skonstruowany w ciągu jakichś 2-3 miesięcy przez szeregowego informatyka w tamtejszym ministerstwie, czy jakimś instytucie państwowym związanym z budownictwem (może nawet i miał swojego 'mentora' w postaci inżyniera budowlańca). Proszę sobie teraz porównać co proponuje się do stosowania by wyliczyć certyfikat: arkusz *.xls oraz program WUFI. Śmiem twierdzić, że jedna strona wpadła w gigantyczną wręcz przesadę. Może się pan domyślić, która. To co pan proponuje, to (z punktu medycyny) wysyłanie 20 letniego sportowca z kacem po przepiciu na konsultacje medyczne do doktora Religi (czy innego ministra zdrowia).
Trzy - może i jestem lamerem w sprawach fizyki budowli i czasami się kompromituję zadając głupie pytania, ale świadczy to jedynie o fakcie, że propozycje zapisów ustawowych są niejasne i nieczytelne interpretacyjnie, mimo tego, że teoretycznie ileś tam polskich umysłów spędziło nad nimi kilka lat. Z tego co Pan pisze, też uczestniczy Pan w tym procesie. Powiem dobitnie - jestem prawie pewny, że w toku tych dyskusji, lobbingu czy przekonywania o 'misji dziejowej' zatracono główny wątek - o co w tym wszystkim chodzi i komu to ma służyć. Znakomitym przykładem jest np ten nieszczęsny pasek lakmusowy - sorry, ale Pana argument jest kompletnie chybiony z punktu widzenia a) czytelności (piękne pokazanie czy mieści się w dolnym czy górnym zakresie jakiegoś przedziału zrobiłby Panu byle grafik-copywriter w agencji reklamowej), b) 'kompatybilności' z innymi krajami UE wprowadzającymi tą dyrektywę - to że Niemcy zrobili swój Energieausweis na tą modłę, nie jest IMHO uzasadnieniem, by zmieniać to co było i stawać okoniem wobec reszty (może się mylę, ale z tego co sprawdzałem to jest 7 (Anglia, Irlandia, Dania, Czechy, Francja, Włochy, Hiszpania) do 1 (Niemcy) na korzyść 'strzałek' i próbka jest raczej reprezentatywna). Legistatorzy zajmują się (za przeproszeniem, a może nie ?) pier...ŁAMI, czy ma być strzałka czy pasek, albo do jakiej wartości ma pasek być wyskalowany, na 2 miesiące przed uruchomieniem dyrektywy, gdzie nie ma żadnego aktu prawnego mającego status 'zatwierdzony i obowiązujący' !!! Panowie - zejdźcie w końcu na ziemię !!!
Mógłbym popisać jeszcze parę rzeczy o ludziach trzymanych w niepewności (zarówno tych certyfikujących jak i z lokalami do certyfikowania), o kompletnym nieprzygotowaniu organizacyjno-infrastrukturalnym do procesu (proszę sobie zobaczyć na tej stronie sei.ie - oni też zaczynają od 2009 r - link Find An Assesor - 2000 certyfikatorów jest _gotowych_ i podanych z imienia/nazwiska/adresu/telefonu/maila - kiedy coś takiego udostępni MI ?), czy liczby certyfikatorów (skoro w Irlandii na 4,5 mln ludności jest 2000 certyfikatorów, to ilu powinno być w 38 mln Polsce ?), ale po co, kiedy wśród osób tworzących zapisy ustawowe panuje święte przekonanie, że w Polsce tylko 'wtajemniczeni' mogą się podejmować w sumie (dla całej reszty Europy) prostej rzeczy jaką jest generacja certyfikatu EPBD dla budynków.
Certyfikaty nie są po to by się jakiś fizyk budowli nad nimi doktoryzował, są informacją dla ludzi, którzy niekoniecznie kończą studia, powiem więcej - niekoniecznie kończą podstawówkę, a którzy będą kupować, wynajmować, budować domy/mieszkania. I dla nich ta informacja ma sprawnie (to też jest bardzo istotne) być podana na tacy i zrozumiała - i to powinien być priorytet wszelkich działań (nie tylko związanych z dyrektywą EPBD). Nie ma znaczenia, czy dom będzie miał 137,9 czy 152,1 kWh/m2/a, bo ta informacja jest niezrozumiała i niedająca się zapamiętać w perspektywie dłuższej niż tydzień dla przeciętnego człowieka, nie będącego specjalistą w tej dziedzinie.
Zdrowego rozsądku i podejścia 'z życiem' i zrozumieniem/szacunkiem do ludzi (końcowych odbiorców) - tego w tym całym bajzlu ustawowo-rozporządzeniowym brakuje.